dailyvideo

Zielonogórskie parki

W Zielonej Górze przed wojną były aż cztery piękne parki, o których zapomniano, a które możnaby dziś przywrócić do życia. Jest to konieczne, by uchronić je od zniszczenia przez niekontrolowany rozwój zabudowy, i zapał miejskich planistów, dla których zapomniane od wojny parki, choćby nie wiadomo jak urokliwe, są tylko działkami i terenami budowlanymi. A one kiedyś były czymś więcej: stanowiły zielone płuca miasta, naturalną ostoję, do której na weekendowe wypady udawała się spora część zielonogórzan, znakomicie się bawiąc w działających w nich oberżach i restauracjach.

Zielonogórskie zapomniane od wojny parki miały na ogół szczęście. Rozwój zabudowy w okresie komunizmu z reguły je oszczędzał. Ich kres szybko jednak następuje: oto bowiem zabudowa miejska nie ma się gdzie rozwijać i teren „nieformalnych” parków stanowi teraz jedyną oazę w mieście wolną od zabudowy, co powoduje, że chętnych na działki tutaj jest wielu. Czy zielonogórskie parki uda się zachować dla przyszłych pokoleń, czy też staną się częścią historii naszego miasta? Możnaby łatwo je ocalić, jeśli władze miasta zainteresowałyby się wreszcie ich losem i temat ten przestały zbywać milczeniem. Dotychczas bowiem te zaniedbane relikty przedwojennych parków zupełnie lekceważyło.

W centrum miasta brak jest założeń parkowych mogących równać się jakością z parkami typowymi dla sąsiednich miast tej wielkości: gorzowskim Parkiem Róż czy frankfurckimi barokowymi parkami Lenné czy Anger. Smutnym substytutem parków są przedwojenne cmentarze, z których usunięto nagrobki, Poza tym marnym przykładem wydaje się, że miastu brak jest normalnych terenów parkowych.

Jest to prawda, ale nie do końca. Miasto mogłoby mieć takie tereny parkowe z prawdziwego zdarzenia, gdyby tylko o to odpowiednio zadbało. Oto od 60 lat niszczeją zaniedbane przedwojenne tereny parkowe- zupełnie nieznane dla wielu zielonogórzan, a przecież tak cenne przyrodniczo. Niestety- dziś przeciętny spacerowicz nie ma w nich czego szukać. Spacerując po nietkniętych ludzką ręką, zapuszczonych od II wojny światowej wyboistych alejkach, potknie się na licznych korzeniach i złamie np. rękę. Chcąc zejść nad piękny staw w niecce pośrodku liściastego lasu, utknie w glinie albo zjedzie wprost do wody. Nie są to warunki spaceru dla większości osób, tak więc trudno się dziwić, ze w te urokliwe zakątki miasta mało kto się wybiera. I być może dobrze, ponieważ brak w nich np. koszy na śmieci, wobec czego szybko utraciłyby sporo swego uroku.

Parki mamy w zasadzie wspaniałe, ale zupełnie nie znane, nieodkryte, kompletnie zaniedbane. Wydaje się, jakby ich egzystencja była zupełnie obca władzom miasta. Wystarczy w nich wytyczyć alejki, choćby tylko żwirowe, wysypane grysikiem, ale żeby można było przejechać np. wózkiem dziecięcym lub rowerem. Bo te stare ścieżki w tych parkach od 50- 60 lat były nietknięte.

Park Poetów

Najbardziej mi się podoba Park Poetów, z przebiegająca jego środkiem wysadzaną grabami Aleją Poetów (przedwojenną Poetensteig). Znajduje się pomiędzy ul. Akademicką a ul. Wazów i Wyspańskiego. Są w nim: dwa albo trzy wąwozy, a do pierwszego wchodzi się na rogu ul. Szafrana i Akademickiej, na przeciwko pubu „U Ojca”. W parku są aż cztery stawy, z tego dwa duże. Nazywają się one "Dziady" i „Glinianki”. „Dziady” to największy i najładniejszy staw w głębi parku, bo położony w głębokiej niecce (jego dziwna nazwa może pochodzić od tytułu dzieła Mickiewicza).

Glinianki to mniejszy staw, który został zniszczony przez rozbudowę Uniwersytetu Zielonogórskiego, podczas której brutalnie wycięto wszystkie kilkadziesiąt drzew naokoło stawu i zbudowano tam m.in. garaże. Ten staw był kiedyś najładniejszy, a teraz został zupełnie zniszczony i obetonowany przez uniwersytet, do którego niestety od kilku lat ten teren należy. Obok stawu znajduje się teren byłego ogrodu zoologicznego przy ul. Wyspiańskiego, także należący dziś do uniwersytetu. Wyburzono pawilony, w których ongiś mieszkały zwierzęta z zoo, wycięto fragment parku, wzniesiono dwa akademiki (planowane są kolejne). Tutaj, w pobliżu pętli autobusowej też znajdują się koleje dwa stawy, ostatnio nawet odmulone i oczyszczone.

W parku Poetów, idąc za stawem „Dziady” w kierunku wschodnim znajduje się przedwojenna skocznia narciarska, a przed wojną był jeszcze wyciąg, po którym zostały tylko pordzewiałe słupki w lesie. Jest tam jeszcze zarośnięty już nieco i zniszczony tor saneczkowy, oraz źródełko, z którego wielu okolicznych mieszkańców przychodzi czerpać wodę źródlaną. Szkoda tylko, że nie wiadomo jak nazywa się góra ze skocznią narciarską (a raczej jej pozostałością), z której rozciąga się okazały widok na okolice miasta. Najprawdopodobniej jest to Góra Maślana, na której ongiś palono czarownice.

W parku tym powinno się wyżwirować alejki, wyrównać ścieżki i ustawić kierunkowskazy do co ciekawszych miejsc tego parku. Powinna powstać ścieżka przebiegająca przez cały park, od os. Pomorskiego do ul. Wazów. Park powinien być wkomponowany w teren Uniwersytetu, a nie być od niego kompletnie odgrodzonym, mimo iż Uniwersytet z tym parkiem graniczy „przez płot”. Wówczas park ten mógłby służyć oprócz mieszkańców miasta także szukającym odpoczynku i wytchnienia studentom.

Powinno się jedynie dostosować zapuszczony park do dogodnych spacerów. Władze miasta nie powinny ruszać świetnego, naturalnego i na wpół zdziczałego drzewostanu ani też ingerować w gęstą roślinność. Tam żyją prawdziwe dzikie sarny, i można je niekiedy tam zauważyć. Jest to dla nich enklawa i matecznik, bo teren jest odcięty od reszty lasów obwodnicą autostradową. Wycięcie gęstego młodnika pozbawiłoby je miejsc ucieczki.

Należy przekonać władze do "przywrócenia" tego parku mieszkańcom. Jest on pod wieloma względami najlepszym parkiem w Zielonej Górze i wielu ceni sobie jego dzikość i naturalność. Niestety, jego uroki są znane tylko nielicznym zielonogórzanom. Warto by było ten stan zmienić.

Zapuszczona Dolina Luizy

Poruszyć wypada też temat Doliny Luizy. Jest to piękna, niezniszczona jeszcze urbanizacją miasta, zazieleniona dolina przy jedynej przepływającej przez miasto rzeczce. Aż dziw bierze, że się takie miejsce w centrum jeszcze zachowało i nie zostało brutalnie pochłonięte przez blokowiska. Przed wojną ta dolina była ulubionym terenem spacerowym zielonogórzan, dziś jest zapomniana i częściowo zniszczona.

Przed wojną działały tu liczne restauracje i winiarnie. Czynne były kąpieliska nad rzeczką, i działały aż 3 baseny, zachowane do naszych czasów: jeden z nich znajduje na ul. Źródlanej koło kościoła, a dwa pozostałe znajdują się na ul. Urszuli, w parku i głębiej w lesie.

Rzeczka byłą miejscami spiętrzona, a całość była plenerowym parkiem rozciągającym się od ul. Batorego do ul. Szwajcarskiej. W zasadzie da się to miejsce jeszcze uratować, tylko potrzebna jest specjalna polityka władz miasta, która tą dolinę ogłosiłaby parkiem, objęła ochroną przed nadmierną zabudową.

Władze miasta powinny wytyczyć lub odtworzyć zarośnięte już alejki (szczególnie tą najdłuższą, ciągnącą się od ul. Batorego do ul. Sulechowskiej i dalej do ul. Szwajcarskiej) i dokonać nasadzeń brakujących miejscami drzew. Byłby to wtedy największy park Zielonej Góry. I moim zdaniem, najpiękniejszy, bo posiadający urokliwą rzeczkę i oferujący oazę zieleni w centrum miasta.
Dolina Luizy jest ostatnim niezurbanizowanym obszarem miasta, który w wielu miejscach w pełni zachował sielski urok jaki cechował zielonogórskie przedmieścia w okresie przedwojennym. Zabudowa w tej położonej w pobliżu centrum miasta dolinie zachowała swój pierwotny charakter z okresu lat 40-tych ubiegłego wieku, choć np. zburzono zabytkowy dom starców z pruskiego muru a także zabudowania pływalni również zbudowane w tym stylu.

Od kilku lat walczę o utworzenie tutaj parku miejskiego. Celem działań na rzecz powstania tego parku jest zachowanie warunków krajobrazowych, jakie cechowały otoczenie miasta w przeszłości, dla przyszłych pokoleń. Obszar ten zostałby wówczas zamieniony na błonia, których brak jest w naszym mieście. Zielonogórzanie będą tu mogli organizować swoje pikniki i zapraszać na nie znajomych, wykorzystując te tereny w podobny sposób jak ma to miejsce na terenach parkowych innych miast Europy Zachodniej czy Polski.

Chcę by w parku znalazły się utwardzone alejki, trasy rowerowe, nowe mosty nad rzeczką, która w kilku miejscach zostanie spiętrzona by sprawiać wrażenie bardziej zasobnej w wodę (jak w przypadku propozycji przebudowy jednego z parków w Łodzi). Powstać powinien ogród kwiatowy oraz wyrównana zostać powinna cześć trawników tak by mieszkańcy mogli je wykorzystać do rekreacji i pikników.

Na zboczach z dostatecznym nasłonecznieniem odtworzona zostać winna uprawa winorośli. O tym, że taka uprawa miała tu miejsce, mówią nawet przedwojenne pocztówki reprodukowane we wrześniowym numerze Winiarza Zielonogórskiego (nr 14/2006). Być może powstaną tu kiedyś jeden lub dwa zrekonstruowane domki winiarza, które w sezonie będą małymi barami.

Park wokół Wagmostawu

Straszy najbardziej okazała pamiątka wykwintnego wypoczynku mieszkańców przedwojennej Zielonej Góry- Wagmostaw. Staw powstały przez spiętrzenie rzeczki istnieje nadal, mimo że przedwojenne eleganckie lampy, balustrady, mostki i ławki rozkradziono, a drzewa częściowo powycinano.

Staw jest w 3/4 już niestety zamulony, bo od 60 lat nie było komu czyścić odmulników i osady zapiaszczyły już większą część jego oryginalnej powierzchni, pozostawiając marny skrawek wodnej toni. Ongiś przy stawie była przystań, działała wypożyczalnia łódek, w zimie było tutaj najpopularniejsze w mieście lodowisko. Pomost z altaną na stawie umożliwiał konsumpcję potraw bezpośrednio nad jeziorkiem. Muszla koncertowa, która przetrwała 60 ostatnich lat, znikła w ubiegłym roku, a wokół stawu pozostały tylko kikuty przedwojennych lamp. Z resztek spalonej w latach 80-tych kręgielni i kawiarni pozostały jedynie fundamenty.

Restaurację z ogromną salą balową, miejsce ekskluzywnych rautów i balów, która była po wojnie domem kultury "Zastalu" i długo słynęła z kręgielni i dobrych lodów, sprzedano po bardzo okazyjnej cenie (podobno za 50 000 PLN) miejscowemu biznesmenowi, jak wszyscy opowiadają, znajomemu byłego prezydenta miasta. Kresem restauracji było podpalenie podniszczonego i niezabezpieczonego budynku przez nieznanych sprawców w 2003 r.

Trudno dociec, jaki będzie los tej położonej nad urokliwym stawem zabytkowej budowli. Czy zostanie odbudowana, czy też pozostanie ruiną przyciągającą amatorów złomu, wyszarpujących zabytkowe detale z absyd i pinakli? Niemcom odwiedzającym nasze miasto, którzy przychodzą odwiedzić jego najsympatyczniejsze i najpopularniejsze miejsce zabaw i rozrywki, z pewnością łezka kręci się w oku, gdy widzą jego dewastacje i kompletny niemal upadek.

To, że wciąż tutaj nic nie powstało, świadczy o bezradności i niekompetencji władz miasta. Jakie to dziwne, że w znacznie mniejszych miejscowościach takie atrakcyjnie położone nad wodą restauracyjki mają wielu chętnych klientów i wciąż się rozbudowują, natomiast w Zielonej Górze muszą odstraszać?

Knajpa położona nad stawami piechowickimi pod Jelenią Górą pracuje pełną parą, specjalizuje się w daniach rybnych i właśnie dobudowała kolejną nadwodną salkę na palach wbitych w dno stawu. Znacznie lepiej położony lokal w centrum Zielonej Góry, nad brzegiem urokliwego, choć zapuszczonego stawu jest symbolem upadku. O co tu chodzi? I dlaczego formuła gospodarcza, która sprawdza się gdzie indziej, nie wychodzi w Zielonej Górze?
Jedno jest pewne: dopóki zapuszczony, zaśmiecony (brak tu np. koszy na śmiecie), zamulony i zarośnięty staw będzie odstraszał od spaceru, a naprzeciwko byłej restauracji działać będzie pijacka melina, dopóty nie pojawią się chętni na wizyty i stołowanie się w tej ohydnej dziś, a świetnej ongiś okolicy.

Park pocmentarny przy ul. Amelii

Od dzieciństwa ten park fascynował mnie. Nagrobek, ruiny domu pogrzebowego, dziwne krzewy z gatunku tych jakie spotykamy na starych cmentarzach.Nagrobek jest dziś ujej sąsiadki w ogródku (no cóż, gdyby nie ona, pokusiłyby się ktoś inny), a pod wielkim dębem rosnącym na górce ktoś szukając chyba skarbów wykopał wielki dół. Jakąś 1/5 tego pełnego różnorodnych gatunkó parku wycieło miasto, planując budowę tutaj basenu- aquaparku. Basen nie powstał, część parku wycięto. Nie ma w nim alejek, ławek, mimo że obok jest hotel. To park zdziczały. Graniczy z lasem sosnowym.

Park na Górze Braniborskiej

Przed wojną było to jedno z najbardziej zapierających dech w piersiach miejsc w Zielonej Górze. Najwyższa góra w granicach miasta miała wieżę widokową oraz platformę z kawiartnią z której roztaczał się widok na miasto leżące w dolinach. Dziś powinien tutaj powstać reprezentacyjny park miejski, tzw. Esplanada, pełen rzeźb i tarasów. Odtworzona winna być tutaj wykwintna restauracja z wieżą widokową, jaka działała od roku 1859 do około lat 60-tych. Swe lata świetności przeżywała w latach 30-tych ubiegłego wieku.

Moim zdaniem, miejsce to jest obecnie niewykorzystane, mimo że to właśnie tego typu obiekty w okresie przedwojennym stanowiły ogromną atrakcję miasta oraz cel wycieczek. Dziś jest to nieruchomość należąca do Uniwersytetu Zielonogórskiego, mieści się tutaj Centrum Astronomii im J. Keplera. Na dawnej wieży widokowej zamontowano kopułę z teleskopem, wobec czego niemożliwe stało się podziwianie widoku miasta ze szczytu wieży. Dawny taras zabudowano. Zresztą już od jakiegoś czasu niechętnie wpuszczano tam przechodniów.

To jest unikalne miejsce ze wspaniałym widokiem. Warto, aby mieszkańcy miasta oraz ich goście tutaj przychodzili na spacery. Dlategoteż odrestaurowany powinien zostać zabytkowy park. Aby pokonać spore różnice terenu, zbudowane zostać powinny ozdobne mury oporowe z eleganckimi balustradami. Teren mógłby być nieco podniesiony w górę, a najwyższy poziom park osiągnąłby u podnóża wieży. Na pewno powinno się zabdać by można tu było w przyszłosci coś zjeść. Z otoczonego balustradami i tarasami parku pełnego fontann i rzeźb rozciągałby się widok na położone w dole miasto. Tak wyglądają takie miejsca na zachodzie Europy. Dziś zaś wstyd tam pójść. W tym mieście nawet nie ma romantycznych miejsc gdzie można pójśc na randkę. Zostały zniszczone, albo są już niedostępne dla mieszkańców, tak jak Wieża Braniborska.


PODSUMOWANIE
Jedno jest pewne- najpiękniejsze zielonogórskie parki są niezwykle zapuszczone i pokazują jasno, że o nich nikt nie myśli. Brak jest jakiejkolwiek polityki władz miasta, która miałaby na celu choćby tylko zachowanie dla potomnych tego, co funkcjonowało tu w przeszłości, nie wspominając o jakichkolwiek próbach wykorzystania np. funduszy Unii Europejskiej na ich odbudowę. Ciekawe, czy urokliwą Dolinę Luizy, niemy dowód tego, jak pięknie tu było za Niemca, uda się jeszcze uratować? Konieczna jest akcja, która nakłoni władze miasta do odbudowy świetności Wagmostawu, i wybrania osadu z zanikającego stawu, co jest już od dekady obiecywane okolicznym mieszkańcom z okazji każdych wyborów, ale nigdy tej obietnicy nie dotrzymano.
Konieczna jest odbudowa całego założenia parkowego tej okolicy, nasadzenia nowych drzew wraz z odtworzeniem ciągu winnic na zboczach Doliny Luizy. Podobnie jest z Parkiem Poetów, skutecznie „podcinanym” przez rozbudowujący się Uniwersytet Zielonogórski, czy Góra Braniborską. Wagmostaw, dziś w większości zamulony i zasypany osadem niesionym przez rzeczkę, być może kiedyś zostanie w całości oczyszczony, i znów staną się możliwe przejażdżki łodzią po tym jedynym (ongiś dużym) zalewie położonym blisko centrum miasta. Jak na razie, niewiele się tu dzieje, poza mającymi kilkunastoletnią brodę obietnicami lokalnych polityków. Kiedy znów te parki odżyją?

Posted by Adam Phoo on 09:52. Filed under , , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for Zielonogórskie parki

Leave comment

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć