dailyvideo

O utrzymanie dziedzictwa epoki industrialnej- tramwaje podmiejskie i kolej linowa w Żarach

Jako ekonomista często boleję nad tym, ze samorządy polskich miast nie dokładają należytej troski o zabytki kultury technicznej na swym terenie. W Polsce jest ich relatywnie mniej niż w wysokouprzemysłowionych krajach Europy Zachodniej, a i mimo to pozostałości po rozwoju technicznym naszej cywilizacji są bezrefleksyjnie niszczone.

Przykład pierwszy z brzegu. W Żarach w woj. lubuskim działało ongiś całe zagłębie węglowe (Zjednoczone Żarskie Kopalnie Węgla Brunatnego, kopalnie "Henryk" -okolice Żar i "Maria" -okolice Nowej Soli). Na południe od tego miasta jeszcze nie tak dawno działały liczne kopalnie, a szyby były połączone z miejscami przeładunku niezwykle rzadką koleją linową, oraz systemem podmiejskich towarowo-pasażerskich tramwai elektrycznych, po których nie pozostało niemal śladu. Jak podają źródła historyczne, "trzy wagony osobowe zapewniały przejazd górnikom i mieszkańcom okolicy, każdy z wagonów mógł zabrać około 30 osób. Ten lokalny tramwaj jeździł na trasie Żary - Westerplatte Łaz. - Mirostowice Dolne - Mirostowice Górne - Stawnik - lasy w okolicy autostrady; jest to około 20-kilometrowa sieć torowisk."

Istniejące do dziś zagadkowe filary kolei linowej oraz pozostałości skomplikowanych mechanizmów wprowadzające tą kolej linową pod ziemię, są zaniedbane, obrośnięte i pochłonięte przez las. Nikt nawet nie wysilił się, by to dziedzictwo przeszłości zachować dla potomnych. Mimo iż nieliczne już obiekty byłych kopalni można by uczynić skansenem, atrakcją turystyczną, przedmiotem weekendowych wypraw mieszkańców bliższej i dalszej okolicy, to nie słychać o takich zamiarach.


Fot. Słup kolejki linowej do transportu węgla brunatnego w Żarach, wg www.ppwb.org.pl/wb/55/img/tzabawa_3.jpg



Takich przykładów bezrozumnego niszczenia wartościowych urządzeń jest wiele. Zniszczone młyny, wiatraki, rozkradzione linie kolei wąskotorowych, które po tym jak je porzuciły PKP, nie znalazły nowego właściciela. A że taka kolej może się odrodzić pod nowym właścicielem, świadczy casus wielu sprywatyzowanych kolei wąskotorowych: Rogowskiej, Śmigielskiej, Kaliskiej, Przeworskiej, Starachowickiej, Bieszczadzkiej czy Górnośląskiej. Wszędzie tam pojawił się nowy właściciel, często stowarzyszenia miłośników danego tematu i starej techniki, które doprowadziły zaniedbany majątek do stanu, w którym mógł on przyciągnąć zainteresowanie turystów. Odbudowano rozgrabione linie wąskotorowe, sprowadzono z innych miejsc tabor kolejowy, i zaczęto oferować przejażdżki dla turystów a nawet budować nowe linie. Koleje wąskotorowe stały się atrakcjami turystycznymi, żywym muzeum techniki, gratką dla miłośników turystyki industrialnej, żywiołowo rozwijającej się gałęzi turystyki, w której przedmiotem zainteresowania jest dawna technika.

Turystyka industrialna to zwiedzanie dzisiejszych i dawnych kopalni, hut, zapór wodnych, przejażdżki historycznymi tramwajami, starymi pociągami, statkami itd. Jest ona powiązana często z licznymi „przygodami” i unikalnymi przeżyciami takimi jak zjazd windą do kopalni soli w Wieliczce, chyba najbardziej udanym przykładem sukcesu w turystyce industrialnej w Polsce. Tyle że kopalnia soli w Wieliczce działa na tym rynku od dawna, i oferuje nie tylko zwiedzanie samej kopalni, ale także np. koncerty pod ziemią i liczne inne atrakcje.

W Polsce znaczenie konieczności ochrony dziedzictwa technicznego oraz jego wykorzystania jest najczęściej niedostrzegane, a polskie regiony pełne są nie odkrytych dla turystów, zapuszczonych pozostałości rozwoju kultury technicznej człowieka. Często najlepszym pomysłem na wykorzystanie dziedzictwa przeszłości dla rozwoju turystyki i wzbogacenia atrakcyjności regionu jest poszukanie dla niego nowego gospodarza, i najczęściej są to organizacje III sektora: stowarzyszenia, fundacje, zrzeszające sympatyków różnych dziedzin.

Ich działalność w Polsce jest niekiedy uznawana za przejaw ekscentryczności, choć wszędzie w Europie nikt z samorządów na działalność stowarzyszeń przyjaciół i miłośników techniki w ten uprzedzony sposób nie patrzy, natomiast dominuje wola utrwalenia dziedzictwa pokoleń- tego „heritage” którego ochrona jest standardem cywilizacyjnym społeczeństw rozwiniętych, oraz wola uczynienia danego regionu ciekawszym, bardziej atrakcyjnym turystycznie.

Warto by te pozostałości trudu naszych przodków zachować dla potomnych, zwłaszcza że te „żywe muzea techniki” prowadzone przez stowarzyszenia miłośników i świetnie promowane na rynku turystycznym nie tylko wzbogacają region, ale i zwykle zarabiają na siebie, często dzięki ogromnej ofiarności ich członków, wkładających niemały trud w zachowanie dziedzictwa przeszłości dla potomnych. Ich działalność wzbogaca ofertę turystyczną regionu. Czymże byłaby wizyta w Krakowie bez zwiedzania kopalni soli? Albo wizyta w Bieszczadach bez przejażdżki górską koleją wąskotorową?

Polskie żywe zabytki coraz bardziej wpisują się w krajobraz polskiej turystyki. Ważne jest jednak, by nawet ta działalność była oparta o zasady wolnego rynku i prowadzona była dla zysku. Bowiem mamy w Polsce aż nadto skansenów techniki, które, od lat upaństwowione, podlegają tzw. soft budget constraints (miękkim ograniczeniom budżetowym, czyli w razie wystąpienia strat zostaną one pokryte z pieniędzy podatnika) i w ogóle nie muszą zabiegać o turystów i promować się na rynku aby przetrwać. Ważne jest, by dziedzictwo przeszłości było wspierane, ale by nie stawało się też odwróconym tyłem do klienta balastem pokrytych kurzem nieprzydatnych maszyn, wygodnie pasożytującym na pieniądzach łatwowiernych podatników realizując wątpliwą misję składu zabytków, bo muzeum to coś więcej niż tylko czekanie na zwiedzających. To ich przyciąganie.
Kopalnie Węgla w Żarach- tekst z portalu http://www.zary.info/ , autor: Rafał Szymczak





Kopalnie w Zielonym Lesie.

Do należącej do miasta Żary wsi Seifersdorf
(dziś dzielnica Zatorze, włączona do miasta, w 1937 r.) biegły linie kolejki linowej transportującej węgiel brunatny z odkrywek na południe od wsi, na skraju kompleksu leśnego zwanego Zielonym Lasem lub Żarskim Lasem. Później wybierano węgiel z szybów upadowych w zachodniej części Zielonego Lasu w pobliżu od wieków związanej z miastem wsi Olbrachtów (2).
Do stacji końcowej kolei linowej najpierw biegły słupy o ażurowej konstrukcji z kutego żelaza, z szybu o nazwie
Augusta.
Image hosted by Photobucket.com


Fragment pocztówki z początku XX w. z pierwotną linią kolei z
szybu Augusta

Później, gdy wybierano węgiel z szybów upadowych przy Olbrachtowie, słupy wykonano jako konstrukcje kompozytowe ceglano – żelbetowe. Do dziś stoją pośród drzew prawie wszystkie owe słupy.


Image hosted by Photobucket.com
Widok obecny słupa kolejki linowej dostarczającej węgiel z upadowych w Zielonym Lesie, w tle widoczny budynek siłowni i sortowni.



W pobliżu wybudowano też brykietownię, która została zniszczona podczas amerykańskiego nalotu 11 kwietnia 1944 r. a jej ruiny straszyły w tej okolicy długo po wojnie.
Image hosted by Photobucket.com

Image hosted by Photobucket.com

Image hosted by Photobucket.com

Image hosted by Photobucket.com

Słupy kolejki linowej w Zielonym Lesie



Ostał się do dziś także interesujący budynek siłowni kolejki linowej i sortowni węgla o ciekawej konstrukcji wzmocnionej ze względu
na wibracje elementami stalowymi. Dziś został zaadaptowany na pracownię artystyczną i mieszkania.
Image hosted by Photobucket.com



Stąd węgiel trafiał transportowany furmankami a w l.20. i
30. XX w. samochodami ciężarowymi głownie do kotłowni należących do żarskich zakładów przemysłu tekstylnego.
Image hosted by Photobucket.com

W połowie biegu kolejki znajdował się szyb upadowy
w środku zachodniej części Zielonego Lasu.

Image hosted by Photobucket.com

Obok szybu znajdują się ruiny siłowni



Odchodząc niedaleko od tego miejsca widoczne są
wyraźnie ślady dawnej aktywności górniczej.

Image hosted by Photobucket.com


W pobliżu znajdują się zapadliska doskonale zdradzające
bieg chodników.
Image hosted by Photobucket.com


W końcu można dojść topem słupów kolejki linowej do
miejsca, w którym na powierzchnie wyjeżdżały wagoniki z urobkiem


Posiadaczem kopalni był Emil Richter (wg. księgi adresowej z 1928). Właściciel elektrowni tak zżył się z ze swoja elektrownią i górnikami, że postanowił wznieść w pobliżu cmentarz dla górników wraz małym założeniem parkowym, którego dominantą było jego mauzoleum. Mimo powojennej dewastacji i szabrownictwa obiekt ten nadal jest imponujący a i układ cmentarnych ścieżek jest widoczny, choć nie
ma już górniczych nagrobków.
Image hosted by Photobucket.com


Ogrom mauzoleum i drzewa nie pozwalają na ujęcie go
obiektywem popularnego aparatu.


Image hosted by Photobucket.com


Po obu stronach tej alei biegnącej do mauzoleum znajdowały
się groby górników

Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej zaczęto na powierzchni transportować urobek za pomocą kolei wąskotorowej zasilanej prądem elektrycznym pochodzącym z elektrowni Łoza. Elektrowozy ciągnęły zarówno wozy z węglem jak również wagony osobowe z górnikami i mieszkańcami wsi Mirostowice Górne, Łaz, Mirostowice Dolne i Kunice tak, że można powiedzieć, iż w tych wsiach funkcjonowała własna linia tramwajowa.

Image hosted by Photobucket.com


Składy ciągnęły lokomotywy takie jak ta produkcji Siemensa
ze skansenu w Rudach. Oryginalny wagonik można oglądać przed domem p. T. Zabawy w Mirostowicach Dolnych.zdjęcie lokomotywy Piotr Chyliński http://hwedrownosci.blog.onet.pl/



Do dziś stoi budynek zajezdni elektrowozów Mirostowicach Górnych, obecnie adaptowany, by spełniać nowe zadania przez Fundację „Rancho Nadzieja”.

Image hosted by Photobucket.com


Mirostowice Górne – zajezdnia elektrowozów i warsztaty
kopalniane.
Image hosted by Photobucket.com


Z drewnianych podkładów kolejki po jej likwidacji okoliczna
ludność zbudowała w pobliżu mostki ponad kanałami odwadniającymi.

W połowie biegu trasy wąskotorówki, na granicy wsi Łaz i Mirostowice Dolne znajdował się budynek stacyjny. Stoi do dziś już jako budynek mieszkalny.
Image hosted by Photobucket.com


Budynek stacyjny – rowerzyści stoją na nasypie
wąskotorówki.

Jedną ze stacji końcowych wąskotorówki była rampa w
Kunicach, gdzie węgiel trafiał do węglarek normalnotorowych.
Image hosted by Photobucket.com


W tym miejscu przeładowywano węgiel z wąskotorówki na
normalnotorowe wagony PKP.
Image hosted by Photobucket.com


Jedyny ocalały fragment torów wąskotorówki kopalni Henryk w
Żarach – Kunicach.

Drugą stacją końcową wąskotorówki była elektrownia Łoza.

Image hosted by Photobucket.com


Dziś z elektrowni powstały tylko dwa wielkie kominy w
środku lasu.






Image hosted by Photobucket.com


Zdjęcie z lat 60. XX w. zamieszczone w „Słowie Żarskim”
przedstawiające górnika kopalni „Henryk” przy wózku wyciąganym na powierzchnię
upadowej (A. Kowalski)


Image hosted by Photobucket.com


Pamiątkowy talerz wykonany na okoliczność likwidacji
kopalni „Przyjaźń Narodów”.

Dziś trasę między
szybami upadowymi rozrzuconymi w lasach miedzy Mirostowicami a Kunicami, którą
niegdyś pokonywała zelektryzowana wąskotorówka, można przebyć rowerami.
Image hosted by Photobucket.com


Image hosted by Photobucket.com


Odnajdzie też jeziorka, które powstały w miejscach zapadlisk.
Natura wspaniale ukryła ślady gospodarczej działalności człowieka.
Image hosted by Photobucket.com

Image hosted by Photobucket.com



Mapka z opisywanymi miejscami:
Image hosted by Photobucket.com




Wszystkie zdjęcia oprócz zdjęcia lokomotywy
Siemens – Rafał Szymczak
Lokomotywa Siemens w Rudach – Piotr Chyliński http://hwedrownosci.blog.onet.pl/

Posted by Adam Phoo on 13:54. Filed under , , , , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for O utrzymanie dziedzictwa epoki industrialnej- tramwaje podmiejskie i kolej linowa w Żarach

Leave comment

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć