dailyvideo

Turystyka w Lubuskiem- rzecz nieistniejąca

wykorzystano fotografie z fotoblogu Gazeta.pl

Na Ziemi Lubuskiej niemal nie istnieje turystyka. Dlaczego? W porównaniu z ubogą w zabytki Irlandią mamy co pokazać (zabytkowe centra Wschowy, Zielonej Góry, Kożuchowa, MRU, Lubuska kraina jezior), ale, niestety, na tym nie zbudowano żadnej spójnej oferty turystycznej. Typowy „obiezyświat’ z plecakiem, masowo zaludniający polskie hostele, do naszego regionu w ogóle nie zagląda. Aby wywiedzieć się przyczyn jego absencji, spójrzmy co mu oferujemy.

Jeśli spojrzymy na przyczyny sukcesu Krakowa, Wrocławia, czy innych miast polskich przyciągających rzesze turystów, stwierdzimy że wyraźnie dominuje pewna grupa wiekowa. Są to osoby młode, poniżej 35 roku życia, które turystykę traktują dość nowocześnie, poprzez pryzmat imprez i nocnego życia klubowego. To, czego one oczekują, to są nie tylko zabytki, ale przede wszystkim atrakcyjność życia nocnego danego miasta.

Jeśli Wrocław, Rzeszów czy Kraków jest popularny wśród turystów, to w dużej mierze z racji atrakcyjnego życia nocnego. Przyjechawszy do tych miast, osoby te nie będą musiały spędzać wieczoru w tanim hotelu czy schronisku, ale zwykle mogą łatwo znaleźć imprezę z muzyką którą lubią. Oznacza to, iż w weekendowy wieczór jednocześnie musi odbywać się co najmniej kilka-kilkanaście imprez klubowych jednocześnie, tak by wybór gatunków muzycznych był dość duży.

Młodzi turyści znani z hosteli to osoby te chcą przede wszystkim miło się wybawić. Zielona Góra mogłaby być świetnym miastem na jednodniowy wypad z Niemiec w celu poznania Polski, tak samo jak Lwów jest miejscem jednodniowego wypadu dla polskich turystów pobieżnie zwiedzających Ukrainę.

Zielona Góra dlatego nie jest miejscem atrakcyjnym turystycznie, że ma mało zabytków, ale dlatego, że po prostu turystom oferuje jedynie nudę w drogim hotelowym pokoju. Miasto w ogóle nie jest przygotowane na najbardziej popularny typ współczesnego turysty- młodego, majętnego, żądnego klubów, barów, całonocnych imprez. Zielona Góra oferuje mu deptak który zamiera po godzinie 18 wieczorem oraz rozrzucone na przedmieściach kluby nocne pomiędzy którymi nie ma żadnej komunikacji nocnej.

Co więcej, Zielona Góra nie oferuje turystom nawet bazy noclegowej. W mieście ze świecą szukać przybytku wydawałoby się podstawowego: hostelu, youth hostelu. Jeśli nawet istnieje schronisko młodzieżowe, to raczej w siermiężnej komunistycznej wersji (podobno można spać w sezonie w jednej ze szkół), a nie w tej wersji przystosowanej dla gości z Europy.

O Zielonej Górze i o Ziemi Lubuskiej generalnie nie wspominają najpopularniejsze przewodniki dla cudzoziemców, mimo że pełno w nich wzmianek o miejscach dużo mniej atrakcyjnych turystycznie. Trudno się zresztą dziwić- miasto straciło nawet bezpośrednie połączenia kolejowe do Cottbus, Guben czy Berlina, a autobus do Berlina ongiś kursujący jedynie 2-3 razy w tygodniu, dziś już nie kursuje. Pozostałe połączenia na zachód Europy wymagają egzotycznej przesiadki w Słubicach, gdzie pasażer pociągu z Berlina musi wyszukać dworzec autobusowy odległy o kilka km od stacji kolejowej, i położony w dodatku po przeciwnej stronie granicy.

Nie istnieje promocja miasta, jest ono nieobecne w najpopularniejszych przewodnikach typu Lonely Planet, natomiast ulotki o Zielonej Górze, jakie wręcza się przyjezdnym, są wykonane po prostu fatalnie, np. kolorowe tło ulotki sprawia że tekst jest kompletnie nieczytelny. Władze nawet nie potrafią przygotować poprawnie ulotek, popełniają podręcznikowe błędy.

Czym Zielona Góra mogłaby być?
Zielona Góra mogłaby być miastem nocnych klubów, barów, pubów. To tutaj, do tego największego polskiego miasta przy granicy niemieckiej przyjeżdżali by Niemcy by się wyszaleć, by zabawić się mniejszym kosztem. To tutaj, podobnie jak do Krakowa czy Wrocławia, dolatywaliby samolotami tanich linii Brytyjczycy, czy dojeżdżali koleją Berlińczycy po to by bawić się w tutejszych knajpach i barach.

Zielona Góra ma idealna lokalizację by stać się ostatnim przystankiem na trasie młodych turystów z całego świata zwiedzających Polskę i zmierzających dalej do Europy Zachodniej, lub odwrotnie, pierwszym postojem turystów z Europy w drodze do zwiedzania Polski. Warunkiem jest jednak posiadanie odpowiedniej jakości połączeń transportem zbiorowym z Berlina, Cottbus, Guben, Forst lub Frankfurtu/ Odrą do Zielonej Góry, oczywiście oferowanych za przystępne ceny (obecne taryfy na połączenia przygraniczne są kilkukrotnie wyższe niż np. połączenia wewnątrz RFN). Priorytetem dla rozwoju miasta w dziedzinie turystyki powinno być zadbanie o połączenia kolejowe i lotnicze z Europą Zachodnią.

Kultura i życie nocne
W Zielonej Górze jest kilka crews grających muzykę klubową, choć scena ta w ostatnich latach się rozpadła. Szczególnie w przypadku wykonawców hip-hopowych widać wpływ emigracji na ich twórczość. Ich imprezy są organizowane jedynie w okresie świątecznym, gdy te osoby zjeżdżają do rodzinnego miasta, ich liryka mówi o emigracji z rodzinnego miasta. Inny kolektyw hc/punkowy już się w zasadzie rozpadł, większość jego twórców i organizatorów imprez mieszka już za granicą kraju bądź przeniosło się do innych miast kraju. Utalentowany MC (nawijacz) z gatunku anarcho-hip-hopu wyprowadził się np. do Wrocławia. W Zielonej Górze trzyma się jeszcze crew drum’and’bass.

Dla wielu osób nie w temacie jedynym objawem tej sceny klubowej były rozklejone na skrzynkach energetycznych plakaty. Niestety, władze Zielonej Góry, zupełnie niekompetentne jeśli chodzi o kulturę współczesną, nakazały zlikwidowanie tych bezpłatnych miejsc rozlepiania plakatów. Nie trzeba wielkiej wyobraźni by domyśleć się iż wiąże się to ze zmniejszeniem się liczby tego typu imprez i pogorszeniem się bardzo skromnej oferty kulturalnej miasta, przeznaczonej także tych odwiedzających nasze miasto i przywykłych do takiej a nie innej kultury miejskiej. Dla nich Zielona Góra jest pustynią- jeśli nawet coś się dzieje, nie usłyszą o tym. Miasto oferuje im lokale z muzyką typu „oldies”, mało atrakcyjną dla tych chcących najnowszych utworów z zeszłego miesiąca, a nie sprzed 10 czy 20 lat.

Nieciekawą tendencją zaobserwowaną przez autora jest informowanie o planowanych imprezach klubowych w mieście za pomocą postów zamieszczanych na zamkniętych hasłem forach internetowych. Fora te są dostępne tylko dla nielicznego grona zaproszonych użytkowników. De facto wiele imprez zeszło niejako do podziemia, i typowy turysta, czy nawet student zaoczny przybywający na weekend do miasta, nie będzie miał szansy się o nich nawet dowiedzieć.

Choć jeden znaczniejszy festiwal...
Zagranicznych turystów do Zielonej Góry mogłyby przyciągnąć festiwale muzyczne, jak w innych regionach kraju. Raz w roku organizowany był ongiś zielonogórski Oper Air- całonocny jednodniowy festiwal tutejszej sceny klubowej. Niestety, brak było odpowiednio dużej zadaszonej hali która mogłaby pomieścić tego typu imprezę. Był to jedyny znaczniejszy festiwal dla młodych organizowany współcześnie w Zielonej Górze, i miał on zasięg regionalny. Innych festiwali z współczesną muzyką taneczną brak, nie udała się np. reaktywacja festiwalu reggae. Dotowany przez samorząd festiwal „Tańczące Eurydyki” może być atrakcyjny jedynie dla osób polskojęzycznych i ma on mocno niszowych charakter, ponadto wbrew jego nazwie nie jest to muzyka taneczna.

Hostel
Normą miast nastawionych na turystów zachodnioeuropejskich jest działalność jednego lub kilku hosteli zorientowanych pod masowych turystów anglojęzycznych. Hostele te tanie schroniska (ceny do 30-40 PLN za nocleg) oferujące noclegi w wieloosobowych pokojach za niewygórowane ceny. Zatrudniają one obsługę biegle mówiącą w językach obcych i mogącą doradzić im w dalszej podróży, zareklamować lokalne atrakcje oraz ostrzec przed ewentualnymi niebezpieczeństwami.

Niestety, tych kategorii nie spełniają żadne schroniska młodzieżowe na Ziemi Lubuskiej. Nie są one nastawione na obcojęzycznych podróżnych, nie zatrudniają kompetentnej i pomocnej kadry biegle władającej takimi językami, nie są tez reklamowane jako oferujące usługi zorientowane pod tą liczna grupę turystów. Zresztą, są to placówki państwowe o dość sztywnej formule, nie mogące zapewnić atrakcyjnego miejsca pobytu dla zachodnioeuropejskich turystów z plecakami. Ponadto, nie dbają one o marketing, wobec czego wiedza o ich ofercie jest znikoma i nie trafia do turystów z plecakami zwiedzających nasz kraj. Trafić nie jest tak trudno- wystarczą ulotki reklamujące tern region i jego atrakcje i hostele rozłożone w innych hostelach w całej Polsce czy po zachodniej stronie granicy.

W wielu miastach atrakcyjnych turystycznie jest kilka do kilkunastu hosteli. Szczególnie w Krakowie przyrost miejsc w hotelach dla turystów z plecakami jest najszybszy w Europie. Zaskakuje fakt iż Zielona Góra, położona relatywnie blisko granicy, nie posiada takiego obiektu.


Ramka: Co to jest hostel? (wg studentnews.pl)

To miejsce, w którym
udzielanie noclegu nie jest zwykłą usługą, ale formą sztuki. Bo sztuką
jest dać gościowi niemal wszystko, czego zapragnie, za najniższą z
możliwych cenę. Hostele na całym świecie prześcigają się w oferowaniu usług
gratis: od dostępu do Interenetu, przez pralnię, do szalonej imprezy w dmuchanym
basenie na środku korytarza włącznie.

Hostele to jednak nie tylko
sposób na tanie spanie. To cała filozofia podróżowania. Ze słowem: „hostel”
nierozerwalnie łączy się pojęcie: „backpacker”, czyli: „człowiek z plecakiem”.
To on najczęściej zatrzymuje się w hostelach. Ponieważ zazwyczaj podróżuje
samotnie, chętnie wybiera łóżko w sali zbiorowej, żeby poznać innych
„backpackersów”. We wspólnej kuchni gotują razem obiad, piją piwo i taką
nowopowstałą paczką uderzają na miasto.

Hostel jest więc miejscem
spotkania obieżyświatów, indywidualistów, którzy wymieniają się nie tylko
praktycznymi informacjami, ale poglądami na życie.


Źródło: http://hostele.studentnews.pl/serwis.php?s=266&pok=7977



BACKPACKER – czyli człowiek z plecakiem. Dzisiaj coraz częściej mówi się o nim:
„turysta indywidualny”, bo sam planuje, co będzie zwiedzać, czym będzie się
przemieszczać i gdzie będzie nocować. Jego wyprawa trwa zazwyczaj dłużej, niż
trzy tygodnie. W ekstremalnych przypadkach trwa nawet kilka
lat.

DORM – od ang. „dormitory”, pokój wieloosobowy, najczęściej
wybierany przez oszczędnego backpackersa

LOCKER – czyli znajdująca
się w dormie szafka na rzeczy osobiste, zamykana na kłódkę. Dziesięć lat temu
nie uświadczyłbyś jej w żadnym hostelu. Dziś jej brak dyskwalifikuje hostel.
Znak czasów?

LONELY PLANET – nadal biblia bacpackersów, choć powoli
ustępuje miejsca popularnym portalom turystycznym

RTW – z ang.
Round The World Tour, ulubiona forma podróżowania turystów z Australii i Nowej
Zelandii. Sami zgadnijcie, dlaczego.

(NO) LOCKOUT / (NO) CURFEW –
obowiązkowa zasada w każdym szanującym się hostelu. Oznacza tyle, że możecie
wrócić do swojego pokoju, o każdej porze, bez poczucia winy, że obudziliście
odźwiernego


Oferta turystyczna
Atrakcje regionu to przede wszystkim Międzyrzecki Rejon Umocniony, Łagów i Łagowski Park Krajobrazowy, lubuskie jeziora (Niesłysz., Łagowskie, Sławskie etc), historyczne centra Kożuchowa, Wschowy, Zielonej Góry. Niestety, ogromnie wiele obiektów jest niezagospodarowanych turystycznie. Mając dziesiątki zrujnowanych pałaców możnaby stworzyć szlak rowerowy czy samochodowy szlakiem dawnych siedzib arystokratów. Niektóre to przecież giganty rozmiaru Wersalu, jak choćby zrujnowany pałac w Brodach.

Niestety, brak tu takich i innych produktów turystycznych. Gdy turysta przyjeżdża do Zielonej Góry, to wzorem innych miast już na dworcu powinien mieć możliwość otrzymania wszystkich informacji o hostelach, hotelach, restauracjach w tym wegetariańskich/ wegańskich (a brak jest takich), klubach i pubach z aktualnym wykazem imprez klubowych na dany dzień, o transporcie zbiorowym czy wynajmie samochodu. Potrzebuje on osób które zarezerwują dla niego hotel, hotel czy samochód. Jeśli turysta jedzie na wycieczkę do podziemnych korytarzy MRU, to potrzebuje możliwości dojazdu tam oraz oprowadzenia, podczas gdy komunikacja zbiorowa do tej największej atrakcji tego regionu praktycznie nie dojeżdża. Dojazd samochodem jest również oznakowany fatalnie.

Jeśli turysta jedzie z Zielonej Góry na wycieczkę do Kożuchowa, to potrzebuje przygotowanej uprzednio informacji w swoim języku o połączeniach autobusowych czy kolejowych, możliwościach noclegu, smacznego posiłku etc. Jeśli wybiera się do Łagowa, potrzebuje informacji o możliwości najmu roweru wodnego, łódki, o atrakcjach turystycznych takich jak zamek czy park krajobrazowy. Tego typu kompleksowych przewodników po Ziemi Lubuskiej brak nawet po polsku.

Zielona Góra węzłem kolejowym
Upadek znaczenia zielonogórskiego węzła kolejowego nie ma sobie równych w skali kraju. Zielona Góra straciła połączenia międzynarodowe na wskutek niefrasobliwości poprzednich władz, które nie zadbały o to by nasze miasto pozostało na ważnym szlaku Berlin- Kraków. Dziś pociągi na tej trasie już omijają nasze miasto, choć mogłyby być żyłą napędzającą turystów.

Priorytetem dla rozwoju miasta w dziedzinie turystyki powinno być zadbanie o połączenia kolejowe i lotnicze z Europą Zachodnią.
Priorytetem są połączenia kolejowe z RFN, szczególnie uruchomienie bezpośrednich połączeń:
-Zielona Góra- Żary- Forst- Cottbus (dziś podróż wymaga dwóch przesiadek)
-Zielona Góra- Rzepin- Frankfurt – Berlin (dziś podróż wymaga dwóch przesiadek)
Oraz odtworzenie połączenia z Zielonej Góry do Guben i dalej do Cottbus.

Połączenia te winny być oferowane z minimalną częstotliwością 6-8 połączeń dziennie przy taryfach nie wyższych niż taryfy stosowane w Brandenburgii (związek komunikacyjny VBB). Ceny obecnie żądane przez PKP mające na tym rynku monopol są o ok. 30- 50 % wyższe od cen połączeń kolejowych stosowanych w RFN. Na rynku połączeń pomiędzy RFN a Czechami działa aż 5 przewoźników, i ceny są znacznie niższe. Sensownym krokiem byłaby demonopolizacja tego rynku. Ważne jest odtworzenie bezpośrednich połączeń do miast atrakcyjnych turystycznie: Kożuchowa oraz Wschowy. Jest to możliwe przy użyciu wagonów motorowych (autobusów szynowych), i minimalna oferta powinna wynosić 5-6 par połączeń dziennie. Zalecana jest ewentualna reaktywacja połączeń kolejowych do Sławy czy Łagowa.

Reasumując, co więc należy zrobić aby region i miasto stały się atrakcyjne dla turystów? Powinno się, między innymi:

-zabiegać o bezpośrednie połączenia transportem zbiorowym z Berlinem (lub o znaczne zwiększenie częstotliwości połączeń autobusowych, co ma jednak ta wadę iż autobusy nie są bynajmniej tak popularnym środkiem transportu na zachodzie Europy jak to ma miejsce w Polsce). Zielona Góra mogłaby być wypromowana jako miasto przesiadkowe dla podróżnych z Polski na pociągi do Niemiec.
-uruchomić połączenia tanich linii do portu w Babimoście
-urządzić dzielnicę pubów, restauracji, klubów w centrum miasta
-utworzyć tani hostel lub dwa takie hostele zorientowane pod masowych turystów zagranicznych
-zadbać o poprawną jakość życia nocnego w mieście
-tworzyć produkty turystyczne.

Należy ponadto walczyć z podejścim w stylu robienia łaski komukolwiek tu przyjeżdżającemu. Konkurencja na tym rynku jest tak silna, że nasze województwo praktycznie straciło cały rynek turystyczny, zostało marginalizowane w walce o turystę. Niemcy jeżdżą na Mazury, nad Bałtyk, ale nie na teren przygraniczny. Turyści z plecakami przejeżdżając koleją przez Lubuskie nawet nie wysiadają by zrobić u nas postój w podróży. Pokazuje to że nie ma nic za darmo, o wszystko trzeba walczyć, zabiegać. Nasze władze najwyraźniej czekały na mannę z nieba. Ta spadła tym, którzy o nią się starali, zabiegali, i dali również turystom coś od siebie.


Posted by Adam Phoo on 07:16. Filed under , , , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for Turystyka w Lubuskiem- rzecz nieistniejąca

Leave comment

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć