dailyvideo

Ciężarówką po pałac. Jak zrujnowano największy skarb okolic miasta.

Fot. Archiwalne ujęcia pałacu w Zatoniu











Za każdym razem gdy przyjeżdżają do mnie zagraniczni goście w odwiedziny, zawożę ich do moim zdaniem najcenniejszego zabytku w okolicach Berlina, który przedkładam nad wszystkie atrakcje turystyczne tej 4-milionowej metropolii, niedaleko której obecnie mieszkam. Pół godziny drogi od Berlina, w poczdamskim parku Sans-Souci znajdują się Łaźnie Rzymskie, kompleks przepięknych budowli stylizowanych na antyczne wille, zaprojektowanych przez Karla Friedricha Schinkla i zbudowanych w latach 1829-40. W mojej ocenie jest to najbardziej wartościowy zabytek aglomeracji Berlina i Poczdamu.


Dlaczego to piszę? By pokazać, jak bardzo ceni się dzieła tego najwybitniejszego architekta tamtych czasów. Architekta, który nadał stylowi klasycystycznemu pierwotne antyczne piękno i harmonię, architekta, którego nazwisko oznacza do dziś romantyczne piękno wysmakowanych estetycznie pałaców. To jego dzieła zdobią centralne place Berlina i Poczdamu, to one przyciągają do tych miast rzesze turystów, o których nasz region mógłby co najwyżej pomarzyć.



Dekadę temu, w 2002 r. minęła 160. rocznica rozbudowy pałacu w Zatoniu według projektu królewskiego architekta Karla Friedricha Schinkla. Dodano doryckie portyki, przebudowano fasadę ozdabiając ją attyką i koronując fasadę tarczą herbowa Talleyrandów, cudem do dziś przetrwałą przez zawieruchy dziejów. Pałac stał się jednym z pierwszych budynków w stylu klasycystycznym w tym regionie. Tutaj urzędowała Księżna Żagańska Dorota Talleyrand-Périgord, żona Edmunda Talleyranda-Périgord, hulaki, i próżniaka nie stwarzającego nawet pozorów wierności. Miał on jednak za bratanka słynnego francuskiego ministra - Maurycego Talleyranda-Périgord, u boku którego Dorota zrobiła europejską karierę. Maurycy docenił jej niewątpliwe zalety: talent do zjednywania sobie przyjaciół, niezależny sposób myślenia i nietuzinkową urodę, a Dorota stała się jego powiernicą i najlepszą przyjaciółką.

Pałac w Zatoniu stał się sercem kulturalnym tego regionu Europy. Księżna Dorota przyjmowała w swym ulubionym Zatoniu najznamienitszych gości, spędzili tutaj wiele czasu tacy znamienici goście jak Alexander von Humboldt, car Mikołaj I i król pruski Fryderyk Wilhelm IV, przez jej salony przewijali się wielcy monarchowie, kompozytorzy i myśliciele, m.in. Honoré Balzac, Wiktor Hugo, Wagner i Franciszek Liszt. Księstwo Żagańskie tętniło wówczas na kulturalnej mapie Europy, a w uroczej księżnej, ozdobie europejskich salonów i jednej z najbardziej wpływowych kobiet XIX wieku, rozkochiwały się liczne męskie serca. Do historii epistolografii przeszła jej korespondencja m.in. ze Stanisławem Augustem Poniatowskim, ks. Adamem Czartoryskim, Wiktorem Hugo, Honoriuszem Balzakiem, Fryderykiem Chopinem i Aleksandrem Fredrą.

Księżna zmarła w wieku niemal 70 lat, pochowano ją w Kościele pw. Św. Krzyża w Żaganiu. W ostatniej drodze żegnało Księżnę Dorotę Talleyrand ponad 10 tysięcy ludzi: zwykłych mieszkańców i chłopów przybyłych z najdalszych wiosek księstwa. Okres jej panowania to okres wielkiego rozkwitu księstwa. Księżna wznosiła szpitale, fundowała ochronki, szkoły i stypendia dla zdolnych dzieci chłopskich. Nawet okropna zawierucha z roku 1848, która przetoczyła się przez Europę, łukiem ominęła jej włości. Któżby bowiem śmiał się zwrócić przeciwko takiej księżnej?

Najlepsze w całej historii jest to, iż formalnie księstwa nikt nigdy nie zlikwidował i niewykluczone że właścicielami południowej części województwa są potomkowie francuskiego księcia o długim nazwisku Paul Louis Maria Archambault Boson Talleyrand-Périgord, z którym jeszcze w 1944 roku o kupno księstwa targowała się Rzesza Niemiecka, która je sobie podporządkowała, ale prawnie nie było ono jej własnością, lecz lennem.

Przejąć księstwa siłą nie zdążono. Po tym jak Rzesza przegrała wojnę, Księstwo Żagańskie przypadło Polsce, a jako że nie było własnością Rzeszy, formalnie nie objęły go postanowienia z Jałty. Wg niektórych relacji status prawny wciąż jest niewyjaśniony, a Gierek wypłacił w węglu śmiesznie niskie (równowartość kilku kamienic) częściowe odszkodowanie prawnym właścicielom księstwa, którzy kupując je w roku 1786 zapłacili 1 milion guldenów- połowę wartości sprzedanej wówczas przez nich Kurlandii. Czyje księstwo jest obecnie, powinien rozstrzygnąć sąd. Mogą wyjść na jaw ciekawe dla mieszkańców południowej części woj. Lubuskiego fakty. Bycie mieszkańcem księstwa oznacza obecnie w Europie ogromny dostatek i bogactwo, a dobrze zarządzane księstwa Lichtenstein, Luxembourg czy Monako to miejsca, gdzie średni dochód na głowę mieszkańca jest w Europie najwyższy i sięga 150 tys. PLN rocznie.

Wracając do tematu: Jej ukochany pałac w Zatoniu został doszczętnie spalony w 1945 roku i obecnie jest w stanie szybko rozkradanej ruiny. O pałacu zapomniano, podobnie jak i o samej księżnej, mimo że jej pochodzenie nawet w komunizmie było politycznie poprawne: wywodziła się z polskiej arystokracji, a jej rodzice, książęta Kurlandii związani byli blisko z dworem Stanisława Augusta Poniatowskiego. Dorota wychowana była wśród zbiegłych do Żagania niedobitków dworu upadłego Królestwa Polskiego: muzyków, rzeźbiarzy i aktorów, którzy znaleźli u jej rodziców swój przytułek.


Cóż złego jest z tą księżną i jej pałacem? Czekać tylko aż ten najcenniejszy zabytek okolic Zielonej Góry doszczętnie rozpadnie się w zetknięciu ze złomiarzami wyrywającymi np. kute z żelaza sztaby z komina wzniesionego w kształcie kolumny wyrastającej z pięknej, ongiś przeszklonej klasycystycznej oranżerii, która jakimś dziwem jeszcze przetrwała naloty licznych poszukiwaczy antyków wykuwających resztki płaskorzeźb z jej ruin, bez wahania wyrywających korynckie pilastry i tympanony, z ruin których już tak niewiele pozostało dla potomnych. Pałac przetrwał polski komunizm, lecz zdaje się że nigdy nie był tak blisko swego końca jak w polskim kapitalizmie, obłudnie przymykającym oko na jego niezbyt legalną „prywatyzację”.

Komu pałac, komu? Prywatyzujemy go po polsku, a więc kto chce, niech się do owej najznamienitszej ruiny w okolicy po prostu uda i weźmie co mu się podoba. Można ciężarówką. Może w taki sposób, dziedzictwo najznamienitszego architekta klasycyzmu, K.F. Schinkla, autora najważniejszych budowli Berlina, rozfragmentowane co prawda, ale jednak przetrwa dla przyszłych pokoleń?

Literatura: Jarosław Skorulski, „Uczmy się od Księżnej zjednoczonej Europy”, [w:] Recogito Nr, 20, Marzec-kwiecień 2003.

Posted by Adam Phoo on 05:55. Filed under , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

1 komentarze for Ciężarówką po pałac. Jak zrujnowano największy skarb okolic miasta.

  1. est ce que vous parlez francais?
    guntersdorf était le chateau de dorothée de Talleyrand
    www.amis-talleyrand.fr

Leave comment

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć